Na basenie ciemno.
- You yong ke yi ma? – pytam.
Pierwszy raz od pol roku udalo mi sie wyrwac gdzies samej. Jestem nie wyspana i zmeczona. Chce zanurzyc sie w wodzie i na kilkadziesiat minut zapomniec o wszystkim.
- Ke yi ma?
W odpowiedzi slysze potok chinszczyzny, z ktorej ja oczywiscie nic nie rozumiem. Kobieta wlacza oswietlenie i dalej cos tlumaczy.
- Xie xie! – rzucam szczesliwa i ide na basen.
A ona biegnie za mna, wymachuje rekami i krzyczy:
- Mei you shui! Mei you shui!
Tylko mnie moglo sie cos takiego przydarzyc. Cale szczescie, ze drzwi na basen zamkniete byly lancuchem. Inaczej pewnie wskoczylabym do tego pustego basenu w rozpaczy.
maj 5, 2008
maj 7, 2008 at 5:46 pm
O, jak dobrze, ze juz jestes
I ze zmienilas serwis 
Ja na basenie bylam na Tajwanie raz. Tajwanczycy zabrali mnie “w gory”. To znaczy: dwie godziny wchodzenia po schodach plus trzy godziny pikniku. Poniewaz po godzinie pikniku bylam juz zbyt przezarta, zeby mowic, poszlam na spacer po tym schronisku mlodziezowym i odkrylam darmowy basen olimpijski…Nikt poza mna sie oczywiscie nie kapal, bo Tajwaneczki w gory wybraly sie w pelnym rynsztunku: makijaz, butki na obsasiku, lodowka…