N. nie popisala sie. Ja rozumiem, ze ona nie lubi lokalnego jedzenia. Na samo wspomnienie o chinszczyznie, lub na przyklad sushi, wzdryga sie z obrzydzeniem. Ale Tajwanka nie grymasila przy obiedzie. Sprobowala wszystkiego i slowa nie powiedziala, ze przygotowane przez N. puree ziemniaczane bylo z proszku i za rzadkie.
Tajwanka na deser przyniosla slodka zupe z zielonej fasoli. A N. dostala drgawek.
I nawet ja poczulam ten zgrzyt, a przeciez jestem mistrzynia w popelnianiu gaf.
Tajwanka tylko sie rozesmiala. I tak sie zastanawiam… Na ile byla to prawdziwa reakcja na glupie zachowanie N., a na ile proba wybrniecia z twarza z calej tej sytuacji?
Na koniec N. powiedziala, ze Tajwanka jest zupelnie nie tajwanska. A moze wlasnie jest? Moze to wlasnie rozni Tajwanczykow od Chinczykow?
wrzesień 9, 2009 at 12:57 am
listopad 5, 2009 at 10:50 am
[...] zartujemy sobie troche z Niemki. Niestety, fasola ze slodkimi ziemniakami nie przeszla bez echa. Jeszcze wczoraj Tajwanka pytala mnie [...]