Na oddziale pomocy dorazniej wieje nuda. Pacjentow jak na lekarstwo, a wszyscy sennym wzrokiem wpatrzeni w ekran telewizora. Pielegniarki w granatowych uniformach ordynuja leki przeciwbolowe. Lekarze, na zielono, szeptem omawiaja wyniki badan. Wszystko bez pospiechu, spokojnie. Co jakis czas zaloga karetki przywozi kolejnych pacjentow, ale nawet oni wygladaja na wyluzowanych. Nikt nie biega, pejdzery nie piszcza, nikt krzykiem nie prosi o crash cart. A mimo to czuje sie jak na planie serialu. Nurse station, lozka z zaslonkami, bosy facet w szpitalnej koszuli z dziura na plecach. Wzrokiem szukam siostry Jackie…
Moje cisnienie wywoluje zmarszczke na czole pielegniarki. Lekki pstryczek w wyswietlacz i powtorka pomiaru. Cwicze oddechy, wizualizuje spokojny ocean, ale maszyna nie daje sie oszukac. Nic na to nie poradze, widok lekarzy powoduje u mnie samoistny wyrzut adrenaliny.
Październik 10, 2011 at 1:44 am
Mam nadzieje, ze to nic powaznego, ale chyba nie bo ‘piszesz’;) Duzo zdrowka zycze! Przy okazji, nie wiem, czy to juz za Twojej tajwanskiej ‘kadencji ‘ bylo, ale Jason’s w 101ce przemeblowali tak, ze ani z wozkiem dziecinnym ani ze sklepowym miedzy regalami nie zawrocisz! A do dzialu kosmetycznego nawet nie wjedziesz;) Ciasno, duszno, oddech lokalnych czujesz nie tylko na ramieniu w kolejce, ale z kazdej strony…;)
Październik 10, 2011 at 8:24 am
Wszystko w porzadku, chwilowa niedyspozycja poprzeprowadzkowa.
W Jasons po zmianach bylam chyba raz, faktycznie zaszaleli
Październik 10, 2011 at 5:19 pm
No to super. Nie ma sie co przeprowadzkami przejmowac. Czy jestesmy roslinami, zeby zapuszczac korzenie??? (Tak sie czasami pocieszam
haaaa )
Październik 23, 2011 at 12:40 am
Jejku, znalezienie Twojego bloga było balsamem na moje umęczone dziś (a zazwyczaj bardzo entuzjastyczne) Tajwanem serce. Dziękuję! A teraz zabieram się za czytanie opisów przygody australijskiej. Pozdrowienia (ze szczególnym naciskiem na “zdrowienia”