To zabawne. Nam lekarze mowia, zeby pic tylko zielona herbate. Tajwanczykom, ze tylko czarna herbata (po chinsku mowi sie o niej “czerwona”) jest zdrowa.
Nie powinnam sluchac lokalnego dermatologa, ktory dobrych kilka lat temu nakrzyczal na mnie za picie duzych ilosci zielonej herbaty. Powiedzial: tylko jeden kubek i tylko przed poludniem. Posluchalam, bo wtedy wydawalo mi sie, ze nic gorszego nie moglo mi sie przytrafic.
Dzis czytam rozne madre ksiazki i z dwojga zlego wole problemy z cera. Japonska sencha parzona w duzym dzbanku, na okraglo.

Zabawne jest rowniez to, ze mieszkam w dietetycznym raju, a jeszcze do niedawna kwestia numer jeden byl dla mnie zakup dobrego pieczywa, kefiru czy wedliny. Dzis ponownie wydeptuje sciezki na pobliski bazar, gdzie sprzedawca do warzyw i grzybow shitake dorzuca mi gratis korzen swiezego imbiru.
Dalam sobie spokoj z przepisami. Po powrocie do domu zawyczajnie wrzucam bazarowe zdobycze do garnka i dusze z pasta miso i tofu. A potem bijemy sie z Mloda o lepsze kaski.

Zmieniam zachodnie nawyki. Musze. Chce. Po lekkim koszmarze z ubieglego miesiaca biore sie w garsc.

To, co mnie niezmiennie wkurza u taksowkarzy to fakt, ze niektorzy z nich zachowuja sie jak bezmyslne maszyny. Oni maja zakodowane w glowach gotowe algorytmy i jakakolwiek zmiana w programie sprawia, ze sie gubia.

Jakis czas temu jechalam na zakupy do NeiHu. Niestety, na pierwszy duzym skrzyzowaniu, przez ktore musielismy przejechac,  zmienily sie zasady ruchu z powodu wykopow pod metro. Ale do NeiHu kierowca zawsze jezdzil tedy i do NeiHu na tym skrzyzowaniu zawsze skreca sie w lewo. A teraz jest zakaz skretu… Facet zupelnie nie wiedzial, co ma zrobic. Zamiast pojechac dalej prosto, bo do estakady na ktora zmierzal mozna przeciez dojechac na kilka sposobow nie nadkladajac drogi, gosc zrobil zwrot w tyl na trzypasmowej jezdni i zarobil mandat. I jeszcze zdziwiony byl, ze powiedzialam mu “do widzenia” i wysiadlam. Przeciez powinnam spokojnie poczekac, az policjant go spisze mimo, ze licznik bije. Wysiadlam wsciekla, bo w 30-kilku stopniowym upale musialam isc kawal drogi na postoj taksowek.

Z tego samego powodu, kiedy wracam taksowka do domu, nigdy nie podaje kierowcy pelnego adresu z nazwa ulicy, sekcja, lejnem i numerem budynku. Nie robie tego, bo gdy kierowca uslyszy:

- Wo yao XinYi lu wu duan… – pierwsza rzecza, ktora robi, jest jak najszybsze dojechanie do ulicy XinYi.

Bez wzgledu na to, w ktorym punkcie miasta sie znajdujemy, wiekszosc taksowkarzy kieruje sie natychmiast na jedna z najbardziej zakorkowanych i rozkopanych ulic w miescie. Taka podroz zwykle trwa dwa razy dluzej. Niestety, moja znajomosc jezyka chinskiego nie pozwala mi na wdawanie sie z nimi w jakiekolwiek dyskusje (ha, nie chcialo sie uczyc to plac!). Dlatego, aby oszczedzic sobie niepotrzebnej wycieczki przez miasto zawsze mowie, ze chce dojechac do konkretnego skrzyzowania. I jesli taksowkarz jest lokalny, bo kierowca z jednej czesci miasta zwykle nie najlepiej zna inne, rzucam nazwa budynku. I nagle, zamiast przepychac sie w korkach i jechac na okolo, jade do domu najkrotsza droga, jakimis bocznymi, mniejszymi uliczkami. Magia po prostu ;)

O taksowkarzach pisalam juz tutaj.

Tajwanczycy lubia jesc. To pierwsze, co przychodzi do glowy obcokrajowcom. Lubia jesc i sa uczynni. Podobno Tajwanczycy nie lubia, kiedy patrzymy na nich jedynie przez pryzmat jedzenia.

W sobote w Taipei rozpoczela sie 21-sza Letnia Olimpiada Gluchych, w ktorej udzial bierze ponad 4.200 lekkoatletow z 81 krajow, w tym spora grupa sportowcow z Polski.

W czasie ceremonii otwarcia odbyly sie wystepy m.in. niedoslyszacych perkusistow i tancerzy, skrzydlata A-mei spiewala piosenke bedaca motywem przewodnim olimpiady, a Jet Li razem z czterema szczegolnie zasluzonymi ratownikami, odmowil modlitwe za ofiary ostatniego tajfunu i udane igrzyska. Calosc zakonczyly pokazy sztucznych ogni wystrzeliwanych z kilku miejsc miasta.
Ale, do czego zmierzam… Jednym z punktow przedstawienia byl wystep przebranych za skladniki jedzenia tancerzy, ktorzy podrygujac przy muzyce wskakiwali do garnkow “gotujac” pierogi, makaron z wolowina, ryz z duszona wieprzowina, pikantny hot-pot czy deser z mango. Spektakl zatytulowano “Hao chi zai Tai Bei“, czyli nigdzie tak dobrze nie zjecie, jak w Taipei.

I co tu sie obrazac, jesli to wlasnie lokalna kuchnia, jak sami Tajwanczycy przyznaja, z cala jej roznorodnoscia potraw sprawia, ze kultura i tradycja tajwanska jest tak wyjatkowa i niepowtarzalna?

pierogi

nioro

Photos by Central News Agency Taiwan, more.

Zmagania sportowcow mozna sledzic codziennie na sportowym kanale ESPN, program zawodow tutaj. Oficjalna strona olimpiady tutaj.

A-mei “Dreams You Can Hear”:


N. nie popisala sie. Ja rozumiem, ze ona nie lubi lokalnego jedzenia. Na samo wspomnienie o chinszczyznie, lub na przyklad sushi, wzdryga sie z obrzydzeniem. Ale Tajwanka nie grymasila przy obiedzie. Sprobowala wszystkiego i slowa nie powiedziala, ze przygotowane przez N. puree ziemniaczane bylo z proszku i  za rzadkie.

Tajwanka na deser przyniosla slodka zupe z zielonej fasoli. A N. dostala drgawek.
I nawet ja poczulam ten zgrzyt, a przeciez jestem mistrzynia w popelnianiu gaf.

Tajwanka tylko sie rozesmiala. I tak sie zastanawiam… Na ile byla to prawdziwa reakcja na glupie zachowanie N., a na ile proba wybrniecia z twarza z calej tej sytuacji?
Na koniec N. powiedziala, ze Tajwanka jest zupelnie nie tajwanska. A moze wlasnie jest? Moze to wlasnie rozni Tajwanczykow od Chinczykow?

Z Mlodej jest wysokie dziewczatko, chyba nawet jak na standardy europejskie. Tajwanskie dwulatki, a ona jeszcze nawet tyle nie ma, sa od niej przynajmniej o glowe nizsze.

Spotykam w parku takiego znajomego-znajomego. Witamy sie, po krotkiej wymianie grzecznosci pytam o wiek syna, bo dawno ich nie widzialam i nie pamietam (co juz jest malym fo paux, jesli wziac pod uwage fakt, ze jednak sie znamy). Oceniajac wzrost malego spodziewam sie uslyszec, ze jest tylko kilka miesiecy starszy od Mlodej.

- Trzy latka i trzy miesiace – z duma mowi jednak tata.

- A ja myslalam, ze on ma tylko dwa latka… – rzucam zupelnie bez zastanowienia.

A powinnam sie przeciez ugryzc w jezor. Powinnam sie zachwycic, jaki duzy z niego chlopiec, jak pieknie wyrosl… Jak moglam powiedziec Tajwanczykowi, ze jego pierworodny syn wyglada jak nie wyrosniety krasnal?

Pan grzecznie sie tylko usmiechnal i odszedl. A ja chcialam zapasc sie pod ziemie. I az dziwne, ze sie dziwie, ze tak trudno mi nawiazywac znajomosci z Tajwanczykami.

… i ulubiony zawodnik sumo raz jeszcze.

Pierwszy spot reklamowy z sumo-przystojniakiem byl tutaj.

kapuscinski

Od kilku dni na Tajwanie dostepne sa “Podroze z Herodotem” Ryszarda Kapuscinskiego. Powiesc ukazala sie nakladem wydawnictwa Asian Culture, a przedmowe do niej napisali: Bu Da-Zhong (tajwanski publicysta, kierowal czolowymi tytulami na wyspie, min. China Times, China Times Weekly, obecnie jest publicysta Apple Daily), Su Zheng-Ping (do roku 2008 kierowal rzadowa Central News Agency) oraz Hanna Shen. Wydawnictwo przygotowalo mala niespodzianke dla tajwanskich czytelnikow. Sa nia zamieszczone w ksiazce fotografie, zrobione przez samego autora w czasie podrozy m.in. po Afryce.

“Podroze…” to druga powiesc R. Kapuscinskiego przetlumaczona na jezyk chinski. Pierwsza bylo “Imperium” wydane pod koniec zeszlego roku przez wydawnictwo Marco Polo.

“Podroze z Herodotem” mozna nabyc w ksiegarni Eslite za 380 NT. W  oddziale XinYi ksiazka wyeksponowana jest na stoisku z nowosciami na drugim pietrze.

Informacja o ksiazce i autorze w jezyku chinskim tutaj.
Przedmowa Su Zheng-Ping
tutaj.
O “Imperium” po chinsku
tutaj.

***
- Czytasz po chinsku? – uprzejmie zainteresowal sie kasjer w ksiegarni.
Ba, no chcialabym, moze kiedys… Poki co, to tylko prezent dla moich tajwanskich przyjaciol.

Co roku wydaje mi sie, ze to juz. Ze po tylu latach przyzwyczailam sie wreszcie do panujacych tu temperatur. A guzik… i z kazdym rokiem jest mi jakby odrobine ciezej. Nie cierpie tej tajwanskiej sauny. Niby nie ma slonca, niby jedyne 30-stopni, a ze mnie plyna wiecznie hektolitry potu. Jak mozna sie tak pocic? Czy to w ogole normalne?! Nawet Mloda z tego upalu dostala krost na calym ciele mimo, ze wychodzimy z domu naprawde w ostatecznosci. Przeraza mnie fakt, ze juz za dwa tygodnie Lukasz bedzie mial wakacje. Co ja bede z nimi robic w domu przez te dwa miesiace?

A poniewaz dzis pogoda znow nie sprzyja spacerom, na obiad mamy danie idealne na upalny dzien. Jak zapewnia autor ksiazki “One Pot Cooking”, ziemniaki pomagaja uwolnic sie od goraca, tak wiec dzisiaj:

Zeberka z ziemniakami / Spareribs with Potatoes Pot /
馬鈴薯排骨鍋 / Ma3 Ling2 Shu3 Pai2 Gu3 Guo1:

  • 2 ziemniaki
  • marchewka
  • kukurydza w kolbie
  • zeberka wieprzowe
  • sol

Mieso blanszujemy we wrzatku. Wyciagamy i pluczemy w zimnej wodzie. Przekladamy do innego garnka, dodajemy pokrojona kukurydze i zalewamy swieza woda. Gotujemy ok. 30-minut. Dorzucamy pokrojone ziemniaki i marchewke. Gotujemy jeszcze 10-minut i doprawiamy do smaku sola.

Zupa jest super prosta w wykonaniu, smaczna i w dodatku nie wymaga uzycia zadnych wyszukanych chinskich skladnikow.

Jedna z wielu rzeczy, ktorych na bank bedzie mi brakowalo po wyjezdzie z Tajwanu sa tutejsze napoje. Mozna je kupic wszedzie – w sklepikach typu 7-Eleven i przydroznych automatach. I jest ich mnostwo: kawa z cukrem, z mlekiem lub bez, soki, wyciagi, napoje, drinki dla sportowcow, odchudzajace, wspomagajace… Samej herbaty jest kilkanascie rodzajow plus oczywiscie woda i te wszystkie cole i pepsi.
Bedzie mi tego brakowalo, choc w polskim klimacie kwestia, czego sie napic, zapewne nie bedzie miala wielkiego znaczenia.

Ostatnio w telewizji pojawila sie zabawna reklama herbaty zawierajacej wyciag z kamelii japonskiej. Jak zapewnia producent, herbata poprawia metabolizm i funkcje fizjologiczne organizmu do tego stopnia, ze zawodnik sumo narysowany na etykiecie herbaty trzyma w garsci majtasy, zeby mu nie spadly. Moze to wlasnie dlatego tak trudno ja znalezc na polkach sklepowych? ;)

« Poprzednia stronaNastępna strona »