Na basenie ciemno.
You yong ke yi ma? – pytam.
Pierwszy raz od pół roku udało mi się wyrwać gdzieś samej. Jestem nie wyspana i zmęczona. Chcę zanurzyć się w wodzie i na kilkadziesiąt minut zapomnieć o wszystkim.
Ke yi ma?
W odpowiedzi słyszę potok chińszczyzny, z której ja oczywiście nic nie rozumiem. Kobieta włącza oświetlenie i dalej coś tłumaczy.
Xie xie! – rzucam szczęśliwa i idę na basen.
A ona biegnie za mną, wymachuje rękami i krzyczy:
Mei you shui! Mei you shui!
Tylko mnie mogło się coś takiego przydarzyć. Całe szczęście, że drzwi na basen zamknięte były łańcuchem. Inaczej pewnie wskoczyłabym do tego pustego basenu w rozpaczy.

Reklamy