„Tango” Budki Suflera made in Tajwan

„Wielki przebój Budki Suflera wraca w wielkim stylu w Internecie w… tajwańskiej wersji. Czy Polacy zwariują na punkcie tego teledysku, tak jak pokochali „Jozina z bazin”?

Dwóch gitarzystów, w tle tancerze, wszystko w stylu retro i w kolorze sepii. Melodia świetnie znana, to „Takie tango”, megaprzebój Budki Suflera z 1997 roku. Ale muzycy nie przypominają Krzysztofa Cugowskiego czy Romualda Lipki. Mają skośne oczy, śpiewają po chińsku i są członkami tajwańskiego zespołu Power Station.

– Uśmiałem się jak jeden z dziennikarzy zapytał mnie o chińską wersję „Takiego tanga” – opowiada nam Krzysztof Cugowski, wokalista Budki Suflera. Tłumaczy: To sprawa sprzed siedmiu lat. Tajwańczykom spodobała się nasza piosenka i nagrali ją w swojej wersji. My się cieszymy, że utwór spodobał się na drugim końcu świata. Ja słyszałem tę wersję raz i to niecałą.

Tym razem to nie jest nielegalna podróbka, z jakich słynie Azja. Romuald Lipko, kompozytor i muzyk Budki, tłumaczył w TVN24: Kiedyś na Midem (największe na świecie targi muzyczne – red.) ich kompania płytowa kupiła naszą kompozycję. To zabawna wersja, nie wiem, o czym tam wyśpiewują.

Cugowski mówi, że zgodnie z prawem nie tylko melodia, ale i tekst muszą być podobne do oryginału. – Oczywiście mniej więcej, na ile pozwala język – dodaje Cugowski.

Czy polsko-tajwańska piosenka zawojuje serca i uszy Polaków, jak niedawno czeski „Jozin z bazin”? – Taki powrót po latach musi mieć walor komediowy. Jeśli założymy, że piosenka Budki Suflera mieści się w konwencji „obciachu”, to nie wykluczam sukcesu. Ważny jest również element egzotyki. Dla Polaków to może być efekt porażający: nie będą wiedzieli, o czym się śpiewa, ale będą świetnie się bawili – komentuje socjolog i dziennikarz Mirosław Pęczak.

Dla Dziennika Wschodniego

Luchun Zhang – właściciel chińskiej restauracji Wielki Mur w Lublinie:

To bardzo ładna piosenka o zakochanym chłopaku i dziewczynie, która go nie chce. On pije wódkę na odwagę i idzie do niej. Staje przed drzwiami i czuje chłód. Przypomniał sobie, że kiedyś nie chciała go słuchać. Chłopak stwierdza, że potrzebuje wiadra lodu i ręcznika, żeby oczyścić umysł. Nie chce myśleć o tęsknocie. Proponuje jej zatańczenie ostatniego tanga. Tańczą pijane tango, nie wie jak stawiać kroki. Chińczycy dobrze odbierają tę piosenkę, dla nich nie jest problemem, jeśli chłopak wypije idąc do dziewczyny.

Tajwańczycy

Power Station (動力火車 – oryginalna pisownia) założyło dwóch braci Yu Chiu-hsin i Yen Chih-lin. Obaj długowłosi, przypominający zachodnich muzyków rockowych. Zespół specjalizuje się w chwytających za serce rockowych balladach.”

Rafał Panas, Dziennik Wschodni, Lubelskie, 9 maja 2008.

Teledysk mozna zobaczyc tutaj.

Reklamy