… pocieram pałeczkami jedną o drugą, żeby usunąć z nich wszystkie odstające drzazgi. Nie pamietam, czy widziałam kiedyś robiących tak Tajwańczyków. Kolejny zwyczaj nieokrzesanych białasow?

W knajpie pustawo. Pora lanczu już minęła, na kolację wciąż jeszcze za wcześnie. Przy stolikach obok tylko ludzie z notebookami.
Właśnie za to lubię tajwańskie knajpki, przy jednej herbacie można przesiedzieć pół dnia. Ludzie piszą tu prace, czytają książki, grają w szachy, ogladają filmy lub zwyczajnie surfują po internecie korzystąjac z darmowego połączenia. Młodzież odrabia lekcje, biznesmeni omawiają warunki umowy. Ktoś umówił się tu ze swoim fortune-tellerem, ktoś inny ma właśnie private tutor z angielskiego. I nikt nikogo nie wygania.
Z drugiej strony, gdyby nie knajpy, gdzie ci wszyscy ludzie mieliby to robić, kiedy w domach ciasno, duszno i tłoczno?