Pech chce, ze ostatnio sporo chodze po lekarzach. Oczywiscie zdarza sie, ze nie wszystko rozumiem. Chociazby dlatego, ze na przyklad typowa dla niemowlakow trzydniowka wcale nie jest tu znana jako three-days-fever tylko jako roseola infantum. Kiedy nie mozemy sie dogadac, lekarz wklepuje w wyszukiwarke internetowa odpowiednie slowa kluczowe i pokazuje mi, co mam sobie w domu na spokojnie poczytac. Co ja bym zrobila bez Google?

Jestem wlasnie na etapie „odkrywania” kolejnego szpitala. W TaiAn, po trzech pobytach w szpitalu i niezliczonych wizytach z roznego powodu, nie ma juz dla mnie niespodzianek. Przy nim Taipei Medical University Hospital to wciaz zagadka i labirynt, w ktorym chwilami dosc trudno mi trafic we wlasciwe miejsce. Podczas ostatniej wizyty pielegniarki na jednym z oddzialow spytaly mnie, jak dlugo mieszkam juz na Tajwanie.

– Prawie cztery lata – odpowiedzialam zgodnie z prawda.

– I przez caly ten czas nie zdazylas nauczyc sie chinskiego?!

Bolesna prawda. Nie przylozylam sie do nauki jezyka. Teraz, jak z tego dowcipu o ekspatach, prosze syna o tlumaczenie.

Zdjecie podeslala mi Ania, ekspatka z Egiptu.

Reklamy