Mam szczescie do ankiet. Kiedy w zeszlym tygodniu dziewczyna dzwonila, aby ustalic termin spotkania myslalam, ze chodzi o badanie sprzed kilku miesiecy i ze wreszcie ktos chce wiedziec, jak mi sie zyje na Tajwanie. Dzisiaj okazalo sie jednak, ze to zupelnie inna sprawa. Tym razem Ministerstwo Zdrowia, ktore co jakis czas przysyla mi rozne dziwne kartki, chcialo sprawdzic jak bardzo moje mieszkanie jest bezpieczne  dla moich dzieci. A wszystko podobno po to, aby opracowac nowe standardy (czego?!) i aby dowiedziec sie, jak z problemem radza sobie inne narody.

Dwie odrobine roztrzesione i stremowane studentki wypytywaly o rozne domowe wypadki. O to czy wiem, gdzie jest najblizszy szpital i czy mam w domu gasnice (kto normalny trzyma w domu gasnice?!). Generalnie jednak wiekszosc czasu spedzilysmy na rozmowie o tym, jak bardziej efektywnie uczyc sie jezyka angielskiego i co warto zwiedzic w Polsce 😉

Reklamy