Czas w Penang uplynal nam leniwie na lezaku. Jak zwykle zreszta.
Kiedy panowie zazywali odswiezajacych kapieli w basenie, my z Mloda relaksowalysmy sie obserwujac innych turystow jezdzacych konno po plazy lub latajacych na spadachronach ciagnietych przez motorowki (jesli ktos nie sluchal instrukcji wykrzykiwanych z ziemi i nie potrafil wyladowac na plazy, sadzano go bezposrednio w Oceanie Indyjskim).

penang

W Taipei przywital nas deszcz i 12-stopniowa zima (tak, wiem – 12-stopni to jeszcze nie zima, ale sprobujcie to wytrzymac przy 90% wilgotnosci). Brrr…
A tegoroczne fajerwerki na TP101? Nie bylo to nic spektakularnego, jak chociazby te zeszloroczne. Znajomi Tajwanczycy twierdza, ze to z braku sponsorow. Podobno TP101 tym razem samo musialo zaplacic za widowisko.

***
Swieta w Azji to takie trudne do nazwania „cos”. I nie dlatego, ze pogoda tak bardzo rozna jest od tej polskiej, grudniowej. Ze snieg nie skrzypi pod butami, a mroz nie maluje kwiatow na oknach. I ze prawdziwa zime mozna zobaczyc tylko w bajkach na Disney Channel…
Swieta w Azji sa trudne, bo spedza sie je wsrod ludzi, dla ktorych Boze Narodzenie to tylko komercja. Kolejny powod do swietowania. Cos jak Walentynki – nie nasze to swieto, ale fajnie dostac prezent.
Swieta w Azji nie pachna makowcem, kompotem z suszonych owocow i barszczem z uszkami. Nie ma goraczkowego trzepania dywanow, prawdziwych drzewek swierkowych ze szklanymi bombkami i karpi plywajacych w wannie. Wigilia i Boze Narodzenie to normalne dni pracy.
Swieta w Azji sa trudne. W takich chwilach spotkanie z kims, komu na dzwiek polskich koled rowniez wilgotnieja oczy i wymeczony trudami podrozy z drugiego konca swiata oplatek urastaja do rangi malych cudow.

Reklamy