Nagle zaczelam zauwazac wokol siebie Tajwanczykow. To strasznie glupie, ale pojecia nie mialam, ze jest ich az tylu tutaj, w Taipei (niby slyszalam, ze sa gdzies na poludniu wyspy i ze trudno tam sie dogadac po chinsku, ale…). Wokol siebie wszedzie slysze jezyk tajwanski. Jakby ktos nagle zdjal mi okulary i sluchawki z uszu.

Podobno poslugiwanie sie tajwanskim, szczegolnie w sprawach biznesowych, jest teraz w dobrym tonie. Podobno po akcencie mandarynskiego mozna poznac, czy ktos jest Tajwanczykiem (ja powiedzialabym jeszcze, ze po wygladzie). Kiedy rozmowcy zorientuja sie co do swojego pochodzenia, przechodza na tajwanski. To chyba dobra zmiana po latach szykan i przesladowan.

phuket

Chinski Nowy Rok spedzilismy na Phuket. Fajnie bylo do czasu ujawnienia sie niechcianego towarzysza w postaci jakiegos tajskiego wirusa, ktory sprawil, ze mielismy czarne wizje odnosnie naszego powrotu na Tajwan. Malo brakowalo, a utknelibysmy w szpitalu z dzieckiem podpietym pod kroplowke. Dran, zabral sie z nami i jeszcze w Taipei dawal sie ostro we znaki calej naszej rodzinie. Do kitu z takimi wakacjami.

Reklamy