Z Mlodej jest wysokie dziewczatko, chyba nawet jak na standardy europejskie. Tajwanskie dwulatki, a ona jeszcze nawet tyle nie ma, sa od niej przynajmniej o glowe nizsze.

Spotykam w parku takiego znajomego-znajomego. Witamy sie, po krotkiej wymianie grzecznosci pytam o wiek syna, bo dawno ich nie widzialam i nie pamietam (co juz jest malym fo paux, jesli wziac pod uwage fakt, ze jednak sie znamy). Oceniajac wzrost malego spodziewam sie uslyszec, ze jest tylko kilka miesiecy starszy od Mlodej.

– Trzy latka i trzy miesiace – z duma mowi jednak tata.

– A ja myslalam, ze on ma tylko dwa latka… – rzucam zupelnie bez zastanowienia.

A powinnam sie przeciez ugryzc w jezor. Powinnam sie zachwycic, jaki duzy z niego chlopiec, jak pieknie wyrosl… Jak moglam powiedziec Tajwanczykowi, ze jego pierworodny syn wyglada jak nie wyrosniety krasnal?

Pan grzecznie sie tylko usmiechnal i odszedl. A ja chcialam zapasc sie pod ziemie. I az dziwne, ze sie dziwie, ze tak trudno mi nawiazywac znajomosci z Tajwanczykami.

Reklamy