Wystarczylo tylko osiem dni spedzonych w przedszkolu, przy czym kazdego dnia byly to tylko dwie godziny. Moje kolejne dziecko wlasnie rozpoczelo edukacje przedszkolna, zatem znowu trzeba sie zmierzyc z faktem, ze srednio kilka razy w miesiacu bedzie chorowac. Dupa blada.

Zadzwonilam do nauczycielki, zeby poinformowac ja, ze Mlodej dzis nie bedzie. Ze ma problem z zapchanym nosem i wlasnie jedziemy do lekarza. Ten po wyslychaniu, co mam do powiedzenia na temat glutow plynacych jej z nosa stwierdzil, ze to alergia spowodowana klimatyzacja. Po osluchaniu i ogledzinach zmienil jednak zdanie.

– Infekcja gardla.

– Czy ona moze isc do przedszkola? Czy lepiej, zeby zostala w domu?

– Alez oczywiscie, ze moze. Na Tajwanie jedynie dziecko majace enterowirusa i hand-foot-mouth disease powinno zostac w domu. Twoja corka ma zwykle przeziebienie!

I teraz ja sie pytam: czego wymagac od rodzicow posylajacych chore dzieci do szkol, jesli sam szef pediatrii jednego z najwiekszych szpitali w miescie mowi mi takie rzeczy?!

Ledwo wrocilysmy do domu, odbieram telefon z przedszkola, w ktorym zdazyla wybuchnac juz lekka panika. Waiguo zabrala dziecko z katarem do szpitala.

– Mamo Natalii, czy z Natalia wszystko w porzadku? – pyta przejeta nauczycielka Kelly – Jak bardzo jest chora?

– Nie bardzo – odpowiadam zgodnie z tajwanska prawda.

– Bo my sie tu martwimy, ze wiecej dzieci moze zachorowac…

Ma tylko katar, dostala leki. To nic powaznego. Lekarz pozwolil jej jutro przyjsc. W sumie, co to za roznica? Maja juz tam pewnie z tuzin takich jak ona zasmarkancow.

Reklamy