O to najczęściej proszono Młodego w czasie naszego pobytu w kraju. A on skrobał się w głowę, wytężał mózgownicę i odpowiadał, że nie pamieta lub nie potrafi.
Łukasz twierdzi, że nie lubi języka chińskiego. Nie przeszkadza mu to jednak być najlepszym uczniem na roku. Kiedy pierwszy raz wybrałam się na szkolną wywiadówkę, nauczycielka na mój widok wykrzyknęła:

– Ach, to pani! Zawsze chciałam panią poznać! To pani nie jest native speakerem?! Czy on ma jakieś dodatkowe lekcje z chińskiego? Gdzie on się tak nauczył mówić i czytać? Osiem lat pracuję w tej szkole i jeszcze nie miałam takiego ucznia!

Podobno kiedyś wyświetliła dzieciom na tablicy historyjkę napisaną bez użycia bopomofo z zamiarem przeczytania i omówienia. Zanim zaczęła, Łukasz już czytał ją na głos wszystkim. I teraz jest legendą, a tajwańskie mamy wytykają swoim dzieciom, że wai guo lepiej sobie radzi z krzakami niż one.

Może i mam genialne dziecko. Ogromne znaczenie miał na pewno fakt, że zarowno języka chińskiego, jak i angielskiego zaczął się uczyć, kiedy miał zaledwie 3,5 roku. I musiał się nimi posługiwać bez przerwy, codziennie, a nie raz czy dwa razy w tygodniu w czasie godzinnej lekcji. On sam twierdzi jednak, że te wszystkie krzaki zna z kreskówek 😉