Mijają minuty, stoję i obserwuję.
Trzech nienagannie ubranych biznesmenów z teczkami wysiada z czarnego mercedesa i schodzi w dół po schodach. A każdy ukradkiem na mnie zerka. Słychać drobne kroczki kobiety w szpilkach. Odwracam głowę w stronę dźwięku i widzę drepczące za nią dzieci. I psa. Ona ma torebkę od Gucciego, dzieci wietnamskie ubranka z bazarku, a pies buciki ze skarpetkami. Po przeciwnej stronie ulicy miejsce na parkingu zajmuje goniec ze stosami paczek przypiętymi do skutera gumowymi pasami.
Ku mojemu zdziwieniu stwierdzam, ze kurier ma brązowy odcień włosów i niebieskie oczy. Jego ładna twarz jest jakby mniej chińska, tajwańska, azjatycka… Zaczynam się zastanawiać nad mieszanką, która dała taki efekt. Podążam za nim wzrokiem. On też idzie w stronę schodów, na których stoję. I on też zerka na mnie ukradkiem.
Zabłąkany promyk światła odbija się w kolorowych soczewkach, a wiatr rozwiewa farbowane kosmyki ukazując odrosty.

Reklamy