Odliczam dni do przeprowadzki. Tymczasowe lokum byłoby przytulne, gdyby docierało tu chociaż odrobinę słońca. Utknęliśmy w ciemnej dziurze otoczeni góra, drzewami i wysokimi budynkami. Chce mi się światła. Chcę wyjrzeć przez okno i zobaczyć coś więcej niż krzaki i samochody parkujące na ulicy.

Nasze bagaże szczęśliwie dopłynęły i przeszły przez cło. Też czekają do 16-tego.

Zielone światła na ulicach są dla sprinterów. Szybko chodzę, ale nawet mnie w połowie drogi zapala się czerwone światło. Ćwiczymy się w bieganiu, ale chyba nie powinniśmy. Lokalni mają luzik. Spokojnie człapią w tych swoich klapkach na drugą stronę. Nikt na nikogo nie trąbi. Kierowcy grzecznie przepuszczają pieszych, piesi w podzięce kiwają głowami.

Właściciele naszego przyszłego mieszkania są w trakcie przeprowadzki. Chyba nie moga się zabrać, bo codziennie dostajemy maila z informacją o kolejnych meblach, które zostają do naszej dyspozycji. Jeszcze tydzień i będziemy mieć w pełni umeblowane mieszkanie.

Reklamy