Na oddziale pomocy doraźniej wieje nudą. Pacjentów jak na lekarstwo, a wszyscy sennym wzrokiem wpatrzeni w ekran telewizora. Pielęgniarki w granatowych uniformach ordynują leki przeciwbólowe. Lekarze, na zielono, szeptem omawiają wyniki badań. Wszystko bez pośpiechu, spokojnie. Co jakiś czas załoga karetki przywozi kolejnych pacjentów, ale nawet oni wygladają na wyluzowanych. Nikt nie biega, pejdżery nie piszczą, nikt krzykiem nie prosi o crash cart. A mimo to czuję się jak na planie serialu. Nurse station, łóżka z zasłonkami, bosy facet w szpitalnej koszuli z dziurą na plecach. Wzrokiem szukam siostry Jackie…

Moje ciśnienie wywołuje zmarszczkę na czole pielęgniarki. Lekki pstryczek w wyświetlacz i powtórka pomiaru. Ćwiczę oddechy, wizualizuję spokojny ocean, ale maszyna nie daje się oszukać. Nic na to nie poradzę, widok lekarzy powoduje u mnie samoistny wyrzut adrenaliny.

Reklamy