Prychnął na mój widok i zapytał:
– Po co ci „L-ka”?
Do głowy mu nie przyszło, że można mieć siwe włosy i nie umieć prowadzić samochodu. Można się w ogóle jeszcze tego nauczyć w tym wieku?

Pan w okienku, świadomy swojej pozycji i władzy. Nawet nie zerknął w papiery, które przyniosłam.
– Bez sprawdzania mogę ci powiedzieć, że to nie wystarczy. Dokumenty, które uznajemy są dokładnie wyszczególnione, innych nie sprawdzamy.

F., niech cię cholera… Mówiłaś, że nie będzie mi to do niczego potrzebne. Powinnaś wiedzieć. JA powinnam wiedzieć.

***
Dla zabicia nudy postanowiłam wreszcie nauczyć się jeździć. Aby dostać pozwolenie na naukę (tzw. learner licence) trzeba zdać egzamin teoretyczny z przepisów ruchu drogowego. Później można zacząć uczyć się jeździć swoim własnym samochodem, za nauczyciela mając kogokolwiek z prawem jazdy (full driving licence). Po zdaniu egzaminu praktycznego z jazdy otrzymuje się tymczasowe prawo jazdy P1 na minimum 12 miesiecy. Potem kolejny egzamin, tym razem z reakcji na niebezpieczne sytuacje (hazard perception test) i tymczasowe prawo jazdy typu P2 na minimum 24 miesiace. Pozwolenia L, P1 i P2 obłożone są różnymi restrykcjami dotyczącymi maksymalnej prędkosci z jaką można się poruszać, holowania, używania telefonów komórkowych podczas jazdy czy ilości przewożonych pasażerów, jeśli uczący się ma mniej niz 25 lat. Każde z nich może być zawieszone lub cofnięte, jeśli zgromadzimy odpowiednią ilość punktów karnych.

Aby w ogóle móc przystapić do pierwszego egzaminu, należy udowodnić kim się jest i gdzie się mieszka. O ile do pierwszego wystarczy np. paszport, z drugim mam problem, bo nie dopilnowałam niestety, aby moje nazwisko widniało na umowie najmu mieszkania czy jakimkolwiek rachunku. Problem miałam już zapisując się do biblioteki, ale tam na szczęście nie byli tacy drobiazgowi i za dowód wystarczyło im kilka listów.

Tak więc, nie będę jeździć. Jeszcze nie teraz. Chyba, że ktoś ze znajomych z pełnym prawem jazdy poręczy za mnie. Tylko jakoś nie bardzo mam kogo zapytać.

Reklamy