Pora przestać gniewać się na Australię i zacząć cieszyć jej urokami. Nie dam rady dłużej oglądać się za siebie. Pora wstać, otrzepać tyłek i spojrzeć przed siebie.

Owszem, jest inaczej, ale czy gorzej?
Nareszcie nie mam problemów z komunikacją. Nawet z moim bardzo średnim angielskim rozumiem wszystko i jestem rozumiana. To bardzo duży plus po latach walki na Tajwanie.
Wizyty w księgarni zamieniłam na bibliotekę. Kocham książki, a świadomość, co mogę tutaj wypożyczyć po angielsku, po polsku, dla dzieci – po prostu mnie oszałamia. Chodzimy z Młodą na cotygodniowe czytanki dla maluchów i obie pałamy szczerym uczuciem do lekko zakręconej S., która doprowadza wszystkie dzieciaki do śmiechu (lub płaczu) swoją interpretacją.
Jak już wspominałam, korzystamy z usług polskiej pani doktor. Nareszcie nikt mi nie mówi, że powinnam pić więcej wody!
I śledzie, mogę żreć śledzie do woli! Chatswood to cudowne miejsce. Polska wędlina i twaróg leży w sklepie niemalże obok sushi i tajwańskich sosów do warzyw.

***
Coś się ruszyło. Energia przepływa wokół mnie, czuję jej zawirowania na skórze. Od jakiegoś czasu wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy. Zdarzenia, które postepują po sobie jak klocki domino. Obserwuję tą reakcję łańcuchową i zaczynam wierzyć, że jeszcze bedzie dobrze.

Reklamy