Gwar, tłumy i różnorodność towarów.

Nie jestem turystką, choć za taką mnie biorą. Blada twarz wyróżnia mnie z tłumu. Oglądam każde stoisko, uśmiecham się do sprzedawców. Pod nos podtykają mi najlepszy towar, zachwycam się i idę dalej. Próbuję nadzianych na patyki smakołyków. Pytam o ceny. Uśmiecham się, uśmiecham. I chłonę.

Jestem tutejsza, wiem po co przyszłam. Omijam sprzedawców gadżetów, koszulek z nadrukami i pamiątek. Kieruję się węchem, podążam za tłumem, staję w najdłuższych kolejkach. Jestem głodna. Podobnie jak cała reszta lokalsów, przyszłam się tu najeść.

Nocny bazar Shilin to wciąż jedno z moich ulubionych miejsc. Mimo, że jakiś czas temu zajął zaszczytne trzecie miejsce pośród najgorszych nocnych bazarów na Tajwanie (ankieta przeprowadzona online, link do artykułu po angielsku). Powód? Naciąganie nieświadomych turystów i zawyżanie cen, np. na owoce.

FB_IMG_1531038704338.jpg